10 książek, które zmieniły moje życie...

Zacznijmy więc... ale uprzedzam - to będzie wpis z kategorii: najdłuższy na świecie... 


W podziemiach Mekki, Karol May

Miałam jakieś 10, może 12 lat i z trudem składałam litery. O przyjemności czytania nie było nawet mowy, a lekcje polskiego, na których kazano mi odczytać coś na głos wciąż wywołują nagły przestrach… Tak, wcale nie żartuję. Takie miałam początki mojego czytelniczego życia. 

Któregoś dnia pojechałam z rodzicami na targ. Mała mieścina we wtorki i piątki żyła targowym gwarem. Kupowaliśmy tam wszystko… od marchewki począwszy a na bieliźnie skończywszy. Ale nigdy wcześniej nie widziałam tam książek. Jeśli się nad tym głebiej zastanowić, to i później raczej się nie pojawiały wśród towarów, którymi tam handlowano. Tamtego jednak dnia wśród sprzedających pojawił się ktoś nowy. Miał tylko dwa kartony odwrócone do góry dnem, na których wyłożone były książki i dużą, niebieską torbę, na której siedział.

Nie mogłam oderwać wzroku. Mama wybierała coś na sąsiednim stoisku, a ja miętosiłam w rękach „W podziemiach Mekki“. Naprawdę nie wiem, dlaczego właśnie ta książka… Mama spojrzała na mnie, a ja znałam ten wyraz twarzy… nic z tego nie będzie, nie kupi – pomyślałam. Już miałyśmy odchodzić, a mnie aż zwilgotniały oczy, kiedy mężczyzna powiedział do mojej matki, że jak dla nas, tę książkę odda za bezcen i wymienił rzeczywiście śmieszną kwotę. Prawdę mówiąc, sądziłam, że to nic nie zmieni. Mama zwykle nie była podatna na takie triki. A jednak tym razem było inaczej. „W podziemiach Mekki“ powędrowało ze mną do domu. I to była pierwsza książka – KSIĄŻKA – jaką w życiu przeczytałam. Nie rozumiałam absolutnie nic. A czytałam ją chyba z pół roku, jeśli nie dłużej. Ale doczytałam. Kiedyś przeczytam ją znów. Jestem tego pewna. A póki co, wciąż ze mną jest i czeka na ten szczególny moment. I tak, wiem, że to druga część. Wtedy to i tak nie miało znaczenia. Ta książka mnie wybrała. 

Oskar i Pani Róża, Eric-Emmanuel Schmitt

Jeszcze za moich czasów licealnych miałam przyjaciółkę… jeszcze kiedy przyjechałam do Olsztyna na studia spotykałyśmy się często, z czasem jednak nasze drogi się rozeszły. Tak po prostu czasem bywa. Wciąż, gdy o niej myśle, robi mi się ciepło na sercu. Pamiętam, że którejś zimy jechałyśmy do Olsztyna właśnie, by spędzić wspólnie noc sylwestrową. W pociągu nie było zbyt ciepło, ale podróż upływała nam przyjemnie. Gosia, bo tak ma na imię, wyjęła niepozorną, cieniutką książeczkę i zaczęła czytać. Przeczytałam mi ją całą podczas podróży, a ja zakochałam się w tej opowieści. Czytała „Oskara i Panią Różę“. 

Od tamtej pory, kiedy chciałam komuś dać coś naprawdę wyjątkowego, kupowałam tę właśnie książkę. Później poświęcałam jeden swój wieczór, by przeczytać ją z myślą o tym kimś. Zaznaczałam fragmenty, czasem coś dopisywałam. I taką już raz czytaną książkę, z dedykacją i śladem mojej obecności na każdej stronie oddawałam. Tym sposobem, jak w wierszu Szymborskiej „dotyk kładł się na dotyk“ i poza książką, ofiarowywałam swój czas i myśli. 

0 komentarzy:

Prześlij komentarz