post 4


Kiedy zajeżdżamy w środę pod EXPO Kraków przy Galicyjskiej 9, na parkingu stoi jedynie kilka aut. Ściemnia się, choć dopiero trochę po 16:00. 
To w końcu już trzeci weekend października, jesień ma swoje prawa.
Boczne wejścia do obu hal – Dunaju i Wisły – są otwarte. Miły pan jeszcze przy wjeździe kieruje nas do odpowiednich drzwi. Tak więc Dunaj. To tam mamy spędzić kilka najbliższych dni z krótkimi przerwami na sen i jedzenie. Kto choć raz przeżył Targi w roli Wystawcy ten wie, że mimo ambitnych planów zwiedzania Karkowa i szczerych chęci uczestnictwa w wielu targowych wydarzeniach, a może nawet skorzystania z oferty Festiwalu Conrada, tak właśnie to będzie wyglądało.


Zajeżdżamy, mamy spędzić - my, czyli kilkoro ludzi, na ten krótki czas tworzących zespół. I owo „my“ stanowi konsystencję mojego postrzegania Targów. Bo na Targach jestem częścią onieśmielającej wręcz zbiorowości. I kiedy myślę o sobie, myślę o zespole ze stoiska, o blogerach, o czytelnikach czy zwiedzających, o bibliotekarzach, o księgarzach. Bo w każdej z tych grup choć raz, zwykle częściej, podczas Targów miałam okazję się odnaleźć. Zwłaszcza, że bycie w jednym „my“ nie wyklucza często bytności w innych „my“. Nakładają się więc z roku na rok jedno „my“ na drugie i z czasem między nimi też zacierają się granice. Niedawno do moich „my“ doszło my-Wystawcy oraz my-Autorzy. I choć ja jestem jedna i 19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie były jedne, to z różnych perspektyw przezyłam je zupełnie inaczej.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz